• Wpisów:16
  • Średnio co: 104 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 12:11
  • Licznik odwiedzin:3 597 / 1770 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
  • awatar misiooor roox ♥: http://biedronka301.pinger.pl/m/17275925#dodaj_komentarz <---------- daszz komaaa ? ;3 / fajnnnoooo tuuuu ;*
  • awatar łubudu ♥: hej :* zostałaś nominowana przeze mnie na Liebster Blog Award. na moim blogu znajdziesz info. a piosenka świetna ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 4. „To jest najważniejsze…”





** Perspektywa Kuby**



Lekarz opisał nam stan Ali. Jest źle. Nie wiedzą, kiedy się wybudzi i… czy kiedykolwiek to się stanie. Doktor powiedział też, że jeśli będziemy do niej mówić, to ona może to słyszeć!

Na początku ja z Rafałem podchodziliśmy do tego pomysłu dość sceptycznie. Klasowy klaun uważał, że to idiotyczne.

Jednak po pewnym czasie przełamałem się. Zacząłem do niej mówić. Opowiadałem różne historie np.: co powiedział dany nauczyciel, kto co zrobił.

I gdy się wygadałem tak, że aż zaschło mi w gardle to…. poczułem ulgę. Było mi lepiej.

Pod koniec wizyty wszyscy oprócz mnie i Rafała uścisnęli dłoń Alicji. Ja jeszcze nie byłem na to gotowy.





***





Minęło kilka dni. Weekend strasznie szybko się skończył i znów trzeba było wrócić do szkoły.

Właśnie na poniedziałek pani zapowiedziała, że znów pójdziemy odwiedzić Alę.





***





Weszliśmy do sali, usiedliśmy i znów zaczęliśmy opowiadać dziewczynie, co się działo w zeszłym tygodniu. Gdy Agata opowiadała o tym, jak pani oddawała sprawdziany sprzed kilku tygodni i że Ala dostała 6 wszedł lekarz:

- O! Witam Państwa.

- Panie doktorze, czy stan Alicji się polepszył?

- Niestety nie. Jeszcze do tego w weekend przeżyła 2 śmierci kliniczne.

O Boże, 2 śmierci kliniczne?

- Ale przeżyła je, a to cud – lekarz uśmiechnął się, położył na stoliku jakieś papiery i powiedział – Niestety muszę iść. Do widzenia.

- Do widzenia…

Spojrzałem na ciało dziewczyny. Nie wyglądała tak jakby miała umrzeć. Może jeszcze jest nadzieja….







***





Nadszedł czas wyjścia ze szpitala. Rafał przyjął to z ulgą, ale ja raczej nie. Lubiłem siedzieć i mówić do Ali. Ale niestety jak mus, to mus.

- Uściśnijcie ją za rękę i pocałujcie w policzek – rzekła pani.

Pierwsza zrobiła to właśnie ona. Odchodząc, by zrobić nam miejsce ukradkiem otarła łzę. Potem nadeszła kolej Justyny. Dziewczyna nie ukrywała łez. Agata była opanowana, ale usta jej lekko drżały. Rafał podszedł do łóżka z niechęcią i udając, że całuje Alę w policzek tak naprawdę cmoknął powietrze. Potem nadeszła moja kolej. Czułem się dziwnie. Złapałem jej dłoń i zacząłem się powoli pochylać. Tak jakbym bał się, że ją obudzę. Cóż za ironia! Przecież ona się nigdy nie obudzi. Ale schylając się czułem, że to bardzo ważna chwila. Nie wiem, czemu. Ale takie miałem wrażenie.

Nachyliłem się nad jej policzkiem i delikatnie, niczym muśnięcie skrzydeł motyla, ucałowałem go.

Nagle doznałem czegoś dziwnego. Bardzo dziwnego. Przeczucie? Chyba tak. Spojrzałem w bok, na jej nos, a następnie lekko w górę i znów w bok. To co ujrzałem zdziwiło mnie. Okropnie mnie zdziwiło…





** Perspektywa Ali**





Jedyne co widzę, to te piękne, magnetyczne, brązowe tęczówki. I tylko to się liczy. To jest najważniejsze…
 

 
Nie wiem dlaczego ale nie lubię niedzieli, wtedy jest tak bardzo nudno i ponuro. Jeszcze ta pogoda na polu- śnieg.Co prawda jest ładnie bo biało jednak zimno i dlatego nienawidzę zimy a wy ? c;
  • awatar Gość: Nie lubię zimy ale pech chciał że mam wtedy urodziny :C
  • awatar Be Happy .. <3: zima <33 .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ROZDZIAŁ 3. „Jest tylko gorzej….”





** Perspektywa Justyny **





Dryńńńńń!!!!!!!!!

Lekcja się zaczyna.

Tym razem to godzina wychowawcza.

Jedyna lekcja, którą lubię.

Zawsze zaczynamy ją modlitwą. Oczywiście za Alę.

I tym razem tak było.

- Drodzy uczniowie – zaczęła nasza wychowawczyni – Mam pytanie. Kto z Was był u Ali w szpitalu? Ten, kto był niech podniesie rękę.

Tylko ja ją podniosłam.

- Czy Wam nie wstyd? Koleżanka z klasy jest w szpitalu a Wy co?

- Proszę pani, w imieniu klasy przepraszam za to – i znów Agata pokazała, że jest idealną przewodniczącą.

- Dobrze. Ale wiem , że większość z Was się tym nie przejmie, dlatego postanowiłam wziąć kilka osób z naszej klasy, byśmy poszli razem odwiedzić Alę.

Spojrzałam z uznaniem na nauczycielkę. To bardzo dobry pomysł.

- Dwoje chłopców i dwie dziewczyny.

Ojć. To już nie taki dobry pomysł. Chłopcy z naszej klasy byli… no cóż… do wizyty w szpitalu to oni się nie nadawali.

- No to ze mną pójdzie – wskazała na mnie palcem wskazującym – Justyna. Może jeszcze do tego Agata. A z chłopaków to, cóż, niech będzie Kuba i…..

Kuba? Sądzę, że pani mogła lepiej wybrać. Ale mimo wszystko, Jakub umiał się zachować, więc… niech będzie.

-…. Rafał.

O Mój Boże! Gdybym teraz coś jadła, to bym chyba wszystko wypluła. Rafał? Czemu on?

- Sądzę, że jeśli dobrze się zachowasz, Rafał, to nauczyciele będą mieli o Tobie lepsze mniemanie.

To było raczej niemożliwe. Rafał był klasowym klaunem. Wygłupiał się, pyskował do nauczycieli, jadł na lekcji, rozmawiał. W ciągu dwóch miesięcy potrafił zebrać całą stronę uwag negatywnych. Zapisaną drobnym maczkiem!

Westchnęłam, ale nic nie powiedziałam.

- Pójdziemy jutro na języku polskim.







***





Byłam już ubrana i czekałam przed szkołą na resztę. Po chwili pojawiła się pani z Agatą. Czekałyśmy i czekałyśmy, a chłopaków dalej nie było. Pani poszła po nich.

- Jak się czujesz? – spytała Agata.

- Bywało lepiej. – westchnęłam

- Będzie dobrze. – poklepała mnie po ramieniu.

W tym momencie drzwi otworzyły się i z liceum wyszła pani trzymając Rafała za kurtkę. Obok niej szedł Kuba.

-Rafał! Ja z Tobą nie wytrzymam! – rzekła nauczycielka.

Chłopak tylko wyszczerzył zęby. Skrzywiłam się.

Jedyne co można było wytrzymać w Rafale to jego wygląd. Nie był on najbrzydszy. Wysoki, krótkie ciemne włosy i brązowe oczy. Jego skóra miała dziwną karnację. Taką leciutko ciemniejszą od zwykłej opalenizny.

Spojrzałam teraz na Jakuba. On także do brzydkich chłopaków nie należał. Miał także brązowe oczy, był wysoki a jego włosy były krótkie i tak troszeczkę jaśniejsze od włosów „klasowego klauna” – czyli Rafała. Jednak on był blady. Tak jak Ala…

Znów o mało się nie rozpłakałam przypominając sobie moją najlepszą przyjaciółkę. Żałowałam tego, że się kłóciłyśmy o błahostki. Żałowałam tych wszystkich wydarzeń, kiedy ją raniłam. Zawsze, gdy żałowałam myślałam – Alu! Obiecuję, że zrobię wszystko, by to się nigdy nie powtórzyło!

Z rozmyślań wyrwał mnie głos Rafała:

- Nie krzyw się , bo Ci tak zostanie!

- A ty się nie złość, bo złość piękności szkodzi. – odparowałam i podeszłam do Agaty, która stała dalej.

Kątem oka zauważyłam, że Kuba się głupkowato uśmiecha, a Rafał udaje focha. Wariaty, pomyślałam, istne wariaty!







** Perspektywa Kuby **





Gdy przeszedłem przez drzwi sali, w której leżała Ala poczułem dziwne uczucie. Strach? Może tak. Nigdy nie lubiłem szpitali.

Gdy stanąłem nad łóżkiem dziewczyny przeszedł mnie dreszcz. Wyglądała upiornie. Jak… trup!

Nasza wychowawczyni podeszła do niej i złapała ją za dłoń. Justyna podeszła z drugiej strony i powtórzyła tą czynność. Obydwie miały łzy w oczach. Ja też bym płakał, ale nie mogłem. Nie, gdy jest ze mną Rafał. W gruncie rzeczy to ja go wcale tak bardzo nie lubiłem. Wiem, że ma przezwisko „ klasowy klaun” – pasuje do niego idealnie!

Przestałem rozmyślać, gdyż usłyszałem jakiś dźwięk. To Rafał grał na telefonie! Jak mu nie wstyd?! Na szczęście pani tego nie słyszała. Tylko Agata spojrzała na nas krzywo i szepnęła Rafałowi, by przestał. Schował telefon, ale tylko dlatego, że chciał zaimponować przewodniczącej. Boże, jaki dureń!

Znów spojrzałem na Alę. Jej nieruchome ciało wywoływało u mnie dreszcze. Nigdy z nią nie rozmawiałem. Nie wiem, czemu. Ale ona też się nie odzywała. W ogóle nie gadała z chłopakami. To znaczy… czasami rozmawiała z nami, ale to była rzadkość. A teraz jej nie ma… I wcale nie jest lepiej, jak to mówi Sylwia. Jest tylko gorzej….
 

 
ROZDZIAŁ 2 „ Dasz radę…”





**perspektywa Justyny**







Pani wyszła z klasy, a ja znów z utęsknieniem spojrzałam na wolne miejsce obok mnie. Wiele osób chciało ze mną siedzieć, ale ja odmawiałam. To było ponad moje siły.

Z rozmyślań wyrwał mnie głos zamykanych drzwi. Gdy tam spojrzałam ujrzałam naszą wychowawczynię, która miała przerażoną minę.

- Proszę pani, czy coś się stało? – zapytała Agata – przewodnicząca naszej klasy.

- Nie… to znaczy tak! – nauczycielka stanęła na środku klasy – Jak zapewne wszyscy wiecie, Ala jest w szpitalu.

Skinęliśmy głowami.

- Dostała od Sylwii – kontynuowała patrząc dziewczynie groźnie w oczy – łokciem w splot słoneczny. Jednak, gdy jechała karetką miała wypadek. Ona… no cóż…. Jest w śpiączce.

Śpiączka, śpiączka, śpiączka…. Tylko te myśli krążyły mi po głowie. Moja najukochańsza przyjaciółka jest w ŚPIĄCZCE. Nie docierało to do mnie. Nie wierzyłam w to.

- Lekarze stwierdzili, że już nigdy się nie wybudzi.

BUUUUUUM! To właśnie poczułam w mojej głowie. Jeden, wielki wybuch. W ciągu jednej sekundy pod oczami zebrały mi się łzy a całe ciało zaczęło delikatnie drżeć.

- Wiem, że to dla Was trudne przeżycie, dla mnie też, ale musicie dać radę. Jest tylko jedna rzecz, którą możecie zrobić dla Ali. Tylko jedna rzecz jej pomoże. Modlitwa….





***





Dni mijały, ludzie otrząsnęli się ze smutnych wieści, ale ja czułam, że z każdym dniem, każdą godziną, minutą – przestaję żyć. Miejsca, które dawniej uwielbiałam, teraz mnie tylko dołowały. W szkole wydawało mi się, że ściany się zbliżają i jestem tylko ja w takim malutkim pomieszczeniu 2m x 2m.

Moje życie było już tylko jedną, cholerną rutyną. Wstaję, idę do szkoły, odrabiam zadanie, przypominam sobie chwile spędzone z Alą, modlę się za nią, myję się i idę spać. Zawsze to samo. Moje życie jest wyblakłe. Nie rozmawiam z nikim w szkole. Siadam w kącie i słucham muzyki. Jedynie na w-f czasami rozmawiam z Agatą. Ona jedyna umie do mnie dotrzeć. Jest idealnym przykładem przewodniczącej. Każdemu pomoże, porozmawia z nim i pocieszy. Mimo to, że z Alą utrzymywała marne kontakty to i tak nie zapomina o niej. Zrobiła gazetkę pt. „ Ala – jesteśmy z Tobą!”. Opisała tam to, jaką była dobrą koleżanką, jak wszystkim pomagała. Na końcu umieściła zdanie „Wierzymy w Ciebie Alu! Dasz radę! Obudzisz się” . Jestem jej niezmiernie wdzięczna za wszystko, co robi.

W szpitalu byłam 2 razy. Pamiętam dokładnie każdy szczegół mojej pierwszej wizyty. To uczucie, gdy wchodziłam przez drzwi do sali, której leżała Ala. Widok jej twarzy. Bardzo bladej. Ona zawsze była blada, ale nie aż tak. Zamknięte powieki. Lekko rozchylone, suche usta. Nieruchome ciało…

Niewiele spędziłam wtedy u niej czasu. Po prostu nie dałam rady.

Za drugim razem odważyłam się nawet uścisnąć jej dłoń. Lekarz powiedział mi, że jeśli będę do niej mówić, to jest szansa, że ona to usłyszy. Tak więc zrobiłam. Opowiedziałam jej, jak mi jej brakuje. Mówiłam, że nauczyciele tęsknią. Że były już 2 msze za nią odprawione. Że bez niej jest nudno. Szeptałam jej, co się wydarzyło w szkole. Kto co powiedział. Co zrobił.

I gdy to wszystko robiłam, to czułam się… dobrze. Czułam ulgę.

Gdy nadszedł czas rozstania znów uścisnęłam jej dłoń. Miałam wrażenie, że Ala próbuje mi powiedzieć – bądź silna, ja też będę, niedługo się spotkamy...
 

 
Mnie osobiscie sie podoba i zastanaiam się nad zrobienie. Niestety trzeba byc pelnoletnim lub mieć zgode rodziców o czym w moim przypadku nie mam mowy ;c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Jego silne ramiona oplatają mnie. Słyszę, jak wciąga głośno powietrze. Wiem, że chce powiedzieć coś ważnego. Gdy czuję jak pochyla się nad mym uchem, wstrzymuję oddech. Mów! Nakazuję mu w myślach. Otwiera usta i………………………







DRYŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃ!!!!!!!!!!





- Argh…. – warknęłam i wyłączyłam przeklęty budzik w telefonie. On zawsze wie, kiedy dzwonić!

Wstałam, wyciągnęłam ubrania z szafy, ubrałam je i… znieruchomiałam. Sen, który miałam, był wspaniały, ale… uświadomiłam sobie, że nie wiem, kim był ten chłopak. Och, szkoda! Musiał być dla mnie jakiś ważny, skoro………..

Przestań! Za dużo myślisz!

Uczesałam się, zeszłam na dół do kuchni, przywitałam się z mamą i młodszą siostrą, zjadłam śniadanie, spakowałam plecak, pożegnałam się z rodziną oraz wyszłam na dwór, by udać się do liceum.

Tak, mam 18 lat, jedną najlepszą przyjaciółkę – Justynę, mieszkam w Polsce, w szkole jestem ( nawet!) lubiana i no cóż… żyć, nie umierać!

Rozmyślając nad trudną klasówką z biologii, którą pani miała dziś oddać doszłam do szkoły.

Zeszłam do szatni, przebrałam się, wyszłam na 2 piętro, gdzie była sala biologiczna i przywitałam się z moją best friend. Nuuuuuudy! Zawsze to samo, cholerna rutyna! Jedyne co się zmienia, to sale do których idę.

- Hej Alaaaa! Alicja! Ziemia! – dopiero teraz uświadomiłam sobie, że ktoś macha mi ręką przed nosem.

- Sory, zamyśliłam się, Just.

- Jak zawsze – parsknęła.

- Będzie Ci tego brakowało ! – pogroziłam jej palcem

- Wątpię – pokazała mi język

Przez chwilę mierzyłyśmy się wzrokiem, a potem…. No cóż – wybuchłyśmy śmiechem.



* * *



Lekcje minęły nawet szybko. Z biolcy dostałam 4! Cud! Teraz nadszedł w-f.

Graliśmy w kosza… ujdzie. Wolałabym siatkę, no ale co poradzę.

Biegłam właśnie w stronę kosza (oczywiście bez piłki, z wf jestem słaba ;C), gdy ujrzałam Sylwię. Dziewczynę, której nienawidzę. Tak właściwie to zawsze rywalizowałyśmy. Nie wiem, od czego się zaczęło. Z Sylwią chodziłam do podstawówki i Gim ( tak samo z Justyną i jeszcze kilkoma osobami).

Dziewczyna miała bardzo wredny uśmiech! Zaniepokoiło mnie to, ale właśnie Agata podała mi piłkę ( CUD!) i popędziłam z nią do kosza. Jednak nie udałoby mi się rzucić, więc znów podałam piłkę Agatce. Czemu nie dałabym rady rzucić? No oczywiście dlatego, że „ukochana” Sylwiusia zagrodziła mi drogę. Chciałam ją wyminąć, ale nagle poczułam przeszywający ból i upadłam.

Dostałam łokciem prosto w splot słoneczny.

Więcej nie pamiętam.







I co??? Wytrwaliście? ;D A oto przed Państwem....Rozdział 1 ;P









ROZDZIAŁ 1

**Perspektywa Justyny**





- Ala! ALA!!! – podbiegłam do mojej przyjaciółki, której ciało leżało na podłodze – Boże! Co Ci jest? Ala! Ala! Odezwij się!

Nic. Nie poruszyła się. Nagle poczułam rękę ma moim barku,

- Idź odpocznij. Wiem, że to dla Ciebie trudne przeżycie – powiedziała pani Lidia ( nauczycielka w-fu) uspokajającym głosem – Sprawdzę, czy oddycha.

Skinęłam głową i wstałam. Podeszłam do Sylwii.

- Coś ty zrobiła?

- Ja.. ja ją tylko zatrzymałam.. łokciem – mówiła cichym, roztrzęsionym głosem.

- Gówno mnie obchodzi, co zrobiłaś! Ona może NIE żyć!

Odeszłam od niej, bo nie wytrzymywałam emocjonalnie. Jak ona mogła? Przecież Ala może umrzeć. Uderzenie w splot słoneczny jest BARDZO niebezpieczne! Podeszłam do Agaty, która stała obok rozmawiającej przez telefon pani Lidki.

- Żyje?

- Tak. Ale musi jechać do szpital – po słowach dziewczyny oczy zaszły mi mgłą. Szpital?





** Perspektywa mamy Ali – Marii**



Siedziałam właśnie w klasie ( byłam nauczycielką) i dyktowałam notatkę uczniom. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.

- Przepraszam Was na chwilkę. Zróbcie w tym czasie ćwiczenie 5 ze strony 39 w ćwiczeniach.

Odebrałam i wyszłam na korytarz.

- Halo?

- Pani Maria? Matka Alicji?

- Tak. O co chodzi?

- Pani córka jest w szpitalu.

- Co????

- Tak. Na lekcji wychowania fizycznego dostała w splot słoneczny a….

- Nic jej nie jest?

- Żyje. Ale proszę pozwolić mi dokończyć. Potem została wezwana karetka. Gdy jechała z Alicją miała wypadek. Przykro mi, ale pani córka jest w śpiączce.

- Coooooo? – nie wierzyłam własnym uszom. Wypadek? Śpiączka?

- Niestety to prawda, proszę przyjechać jak najszybciej.

- Kiedy się wybudzi?

- Powiemy pani na miejscu.

- Ale…. – koniec połączenia. O. Mój. Boże. Ala. Jest. W. Śpiączce.

Musiałam się bardzo opanować, by spokojnie dojść do gabinetu pani Dyrektor i wyjaśnić jej sytuację. Na szczęście pozwoliła mi jechać.



Bardzo uważałam, jadąc, bo bałam się, że gdy moje myśli zawładną nad głową, to spowoduję wypadek.

Po nieszczęsnych 20 minutach byłam na miejscu. Od razu pobiegłam do jednej z pielęgniarek, która wskazała mi wejście do gabinetu pani doktor.

- Dzień Dobry. Nazywam się Maria….

- Ah, to pani. Matka Alicji, tak?

- Tak. Co z nią? Kiedy się wybudzi?

- Jest w śpiączce, jak zapewne pani już wie. A co do wybudzenia, to przykro mi, ale stwierdziliśmy, że najprawdopodobniej…..NIGDY.

.....................................

Dalsza część opowieści już jutro c;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
To,że usunęłam Cie z rodziny na fb , potem ze znajomych nie znaczy że ZAPOMNIAŁAM ! Po prostu chce zapomnieć, jednak
to nie jest takie łatwe gdy łączy nas tak wiele, wspólni znajomi, szkoła nawet ulica.
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Zamiast upadać ciągle, ubolewać nad życiem podnieśmy się zacznijmy znów kochać, tracić i żałować.. ŻYJ zawszę pełnią natchnienia i uśmiechaj się do ludzi, bo nigdy nie zostaniesz sam.
Najsmutniejsi ludzie to tacy którzy w zyciu nie interesują sie niczym, nic nie osiagneli, ich pasje i marzenia poszły w niepamięć. Czasem warto usiąść i pomyślec nad swoim zyciem codziennym, zachowaniem. Wystarczy przemyślec ile sie zmieni, kiedy zaczniemy w końcu myślec pozytywnie. Popatrzmy na siwat nie z negatywu. Nie rezygnuj z marzeń które wydają Ci się nie do spełnienia, podnieś się i WALCZ do końca, bo nie ma zbyt wiele czasu by być szczęśiwym. Każdy by chciał mieć przyjaciół którzy podnoszą na duchu, wspierają w trudnych sytuacjach, nawet jeśli czasem popełnimy ten błąd oni zawsze powinni być z nami. Nie ma żadnej możliwośći by sprawdzić która decyzja jest lepsza PRZYJAZN CZY MIŁOŚĆ ?! Nie ma łatwych decyzji by to porównać. W chwilach smutku boisz się że jak zostaniesz SAM to już nie znajdziesz nikogo, a zawsze znajdzie się ten ktoś .. Kto powie że Ci zawsze pomoże a nie że po chwili gdy odwrócisz wzrok jego już nie będzie, zostaniesz sam
Każdy tak ma już dość zmieńmy to !! przecież , Świat nie jest ZŁY lecz warto wiedzieć że to źli ludzie wszystko psują !
Pamiętacie ? Kiedy byliście małymi dziećmi biegaliście, śmialiście się, marzyliście o własnej przyszlości. A teraz Co ? Pogubiliście się w marzeniach ? Myślicie że nie dacie rady ?
Nie warto się przełamać, podnieść się na duchu i dążyć do celu do tego co w życiu najważniejsze ?
Nie poddawajcie się !! Walczcie kochani bo to najważniejsze .
 

 
Hej to znowu ja c;
Jak wam mija dzionek, bo mi bardzo dobrze ;3
Od dwóch dni żyje koncertem BMTH w Krakowie, oby wszystko poszło dobrze i żebym tam dotarła ;D
______________________________________________

Wczoraj oglądałam Ukrytą prawdę i było w niej,że dziewczyna się odchudzała za pomocą larw tasiemca. Z koleżanką też chciałyśmy tak zrobić jednak jest za dużo ryzyko. Postanowiłyśmy wybrać nieco mniej szkodliwy a skuteczny sposób na odchudzanie. Nie mówcie o dietach bo one nie działają ;c
 

 
Hej
Dziś mam taki dziwny dzień pierwsze musiałam posprzątać sb w szafie a potem naszło mnie na robienie zdj c;

Pokaże wam 2, które mi się podobają a wy ocenicie które lepsze :3 ... Bo mi się oba podobaja a chce dodać 1 na fb <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Hej jestem tu nowa c;
Nie wiem od czego zacząć, może na początek powiem coś o sb. A więc mam na imię Patrycja mam 15 lat a moje życie to totalna porażka ;/ ... Na tym blogu będę starała się opowiedzieć o moim życiu ale także bd dodawać różne cytaty i tym podobne